środa, 28 stycznia 2015

Doświadczamy!

Doświadczamy!
JaMama!
Zaraz po tym jak obudziły nas koguty w postaci telefonu taty, zaczęliśmy dzień. W planach miałyśmy mnóstwo przygód. Ale zaczęłyśmy od doświadczeń. Zaspokoiliśmy potrzebę wiedzy, co się stanie jak dodamy mąkę do wody. I poznaliśmy pojęcie dyfuzji. Zabawy było sporo. Chociaż i tak najfajniejsze okazało się taplanie Pinki w mące...:D







Hurra! Udało się! 



czwartek, 22 stycznia 2015

Ja wierzę, że to, co robię ma sens!

Ja wierzę, że to, co robię ma sens!
JaMamaBlogerka!

Witajcie w nowy roku. Na początku życzę Wam samych naj naj w każdej sferze życia. I chcę podziękować Wam za to, że jesteście z KOTMANIAPL  ! Jest Was coraz więcej! DZIĘKUJĘ!
16 stycznia minęło 3 lata od pierwszego wpisu.  Kiedy to koncepcja bloga była zupełnie inna niż teraz. Miał być to zbiór dowcipnych dialogów z życia…jednak brakło mi, po drodze dystansu do świata.  Potem owymiotym zmieniło się w KOTMANIAPL…kiedy to szybko szykowaliśmy się do imprezy, na której sprzedawaliśmy ręcznie robione koty- przytulaki. Jednak szybko znudził mi się ten pomysł.
Po wielu kombinacjach i dylematach,  dotarłam do miejsca, w którym pisanie o codzienności przynosi mi pożądaną satysfakcję. A po co pisać o codzienności? Milion razy zadawałam sobie to pytanie, kiedy pojawiała się myśl zamknięcia bloga. A jednak jest sens. Skoro czytacie, to po pierwsze, to potrzebne są takie blogi. A po drugie, żeby nie zwariować. Aby inspirować, zachęcać i pokazywać nasz punkt widzenia. Blog stał się takim moim miejscem, oderwaniem od obowiązków. A wcielanie się w rolę eksperta jest dla mnie jak miód dla misiaJ 
Dlatego dzisiaj stoję w miejscu w którym widzę, gdzie KOTMANIAPL idzie i gdzie chce, aby była za kilka lat.  KOTMANIAPL jest dla mnie planem długoterminowym. Takim moim dzieciątkiem, czymś, co stworzyłam. I właśnie, dlatego chciałam Wam podziękować, za te wszystkie słowa wsparcia, konstruktywnej krytyki i dawania mi wiary w to, że to co robię ma sens.
Podsumowując : dojrzałam.







wtorek, 23 grudnia 2014


Zdrowych i spokojnych świąt!
 Pełnych rodzinnej atmosfery ! 
I samych trafionych prezentów;)


Niech Wam się darzy i szczęści :) 

czwartek, 18 grudnia 2014

Kotmaniapl poleca Babylep! KONKURS!

Kotmaniapl poleca Babylep!  KONKURS!
JaMama!

„Czas goni nas, goni nas.Goni nas, goni nas cały czas…”

Ach ten czas…dopiero, co urywaliśmy się z lekcji na wino do parku, a tu nasze dzieci już mówią. Zleciało. Szybko biegną te chwile. Zdjęcie usg. Zaraz zdjęcie zawiniątka, chwilę po urodzeniu. Potem pierwszy uśmiech. Pierwszy ząbek. Pierwsze kroki. Wydaje się , że to było wczoraj. A to już pół roku, rok mija...  
                   
      
  Przedstawiam Wam dzisiaj fajną rzecz. Z cyklu: ”że ja na to nie wpadłam!” Prosta, banalna i ładna. Sprawcą zamieszania jest moja serdeczna koleżanka. Gratuluje jej pomysłu. Wiadomo, jest mamą. Wysnuwam pewną teorię, że okres macierzyństwa, to najbardziej kreatywny czas w życiu kobiety. Najbardziej płodny w genialne pomysły,pełen odwagi i wiary w powodzenie. 
Tak oto z potrzeby uwiecznienia i zatrzymania chwili powstał projekt Babylep. Jest to seria naklejek z miesiącami. Tak aby przyklejone do ubranka dziecka, pokazywały nam jak na przestrzeni 12 miesięcy zmienił się nasz maluch. Banalne nie? A jaki robi efekt! Zawsze podobały mi się zdjęcia z serii 9 miesięcy z brzuszkiem. Pierwszy rok z życia. My początkowo Lili robiliśmy zdjęcia z żyrafką. Ale zrobiliśmy 3 i jakoś nie udało się więcej. Tak, zapomnieliśmy o tym :)
A tu proszę zestaw 12 naklejek, wkładasz w książeczkę zdrowia czy kalendarz i nie zapomnisz :)
Teraz trzy słowa, o jakości. Jak już pewnie zauważyliście, detale są istotne w naszym życiu. Kiedy dostałam naklejki, miało to  być, masz zobacz, co o tym myślisz. To oszalałam. Byłam pewna, że będzie to ciężko odkleić, zirytowałam się już, jak listonosz wyjął mi kopertę, zgiętą w pół…otwieram a im nic. Nie pogniotły się. Tola przekonana, że człowiek żywi się celulozą odkleiła naklejkę z zamiarem pożarcia. Na szczęście udało się ją powstrzymać i naklejka się rozprostowała. Wiadomo zagięcia zostały, ale z doświadczeń naklejkowych ( Lili lubi książeczki wyklejanki) zwykle starcie Toli z naklejką, wygrywa Tola.
 Te są dobrze przycięte, więc nie niszczą się przy odklejaniu. Naklejone na ubrano nie drażnią dziecka, są miękkie i dość cienkie. Oczywiście wzbudzają zainteresowanie. Ale jak już się przyklei to zapominają,  że tam są. A dzięki temu można polować z aparatem przez cały dzieńJ Jak się o nie zadba to posłużą nawet kilku dzieciakom. Naprawdę banalna i fajna rzecz. Wiem, że ma też się pojawić wersja z tygodniami dla ciężarnych! 
Do wyboru jest kilka możliwości. Dla dziewczynki, chłopczyka, małego hipstera, z opisem „pierwszych razów” no miodzio :)


Zamiast kolejnej grzechotki czy bodziaka na powitanie maluszka super prezent. Cena też taka akurat. 29 zł za zestaw to kwota adekwatna, do jakości. Taki zestaw powinien być w każdej wyprawce maluszka. Jedyne czego mi żal, to że nie miałam ich wcześniej :)


KONKURS Szybki i przyjemny!
Zatrzymaj czas z Babylep
Dla dobrych wspomnień wygraj jeden z dwóch dowolnie wybranych zestawów Babylep

Zasady:

1.       Polub Babylep i Kotmania.pl

2.       Zostaw komentarz z imieniem swojego dziecka pod TYM POSTEM

3.       Zgłoszenia przyjmujemy do 20.12.2014 do  g. 24:00

4.       Czekaj na wyniki losowania.

5.       Losowanie odbędzie się w niedziele i podamy wyniki pod tym postem.


Czas konkursu jest krótki, poproście ciocie, babcie, siostry niech zostawiają komentarze i klikają Lubie To!. Zwiększajcie swoje szanse na zestaw od Babylep :)





 WYNIKI!
1. Mama Kajtka
2. Mama Michalinki 

Zgłoście się proszę przez fb do Babylep po odbiór nagrody!
Gratulujemy! 








środa, 10 grudnia 2014

Kocham Cię tak samo cały czas!

Kocham Cię tak samo cały czas!
JaMama!

    Kiedy miała przyjść na świat Tola  największym dla mnie zmartwieniem było to, czy poradzę sobie z miłością do dwójki dzieci. Niezwykła więź między mną, a Lili opóźniała decyzję o rodzeństwie dla niej. Tak bardzo bałam się, że to wszystko się zepsuje, że zrobię jej krzywdę czy też zaniedbam. Wiem, że nie mnie jednej takie uczucie towarzyszyło. Rozmawiając z innymi mamami dochodzę do wniosku, że to normalne rozterki i wątpliwości.  Bo skoro dwa - to trzeba dzielić na pół, po równo. Dzielić czas, uwagę, troskę. Wszystko na pół.

Ależ to było złe myślenie. Przecież kocha się je zupełnie inaczej. Nic poza odrobiną mojego czasu, Lili nie ubyło. Co wydaje się być dobre. Nawiązuje relację z innymi, staje się bardziej samodzielna i częściej liczy na pomoc taty.

 Kocha się je zupełnie inaczej, bo to dwie różne osoby. My też inaczej kochamy mamę, tatę, siostrę i partnera. I nikt tej miłości przecież nie wartościuje , że któraś lepsza, silniejsza.  Pierwsza miłość i kolejna pierwsza jest tak samo wyjątkowa i piękna. Tak też jest z miłością do dziecka pierwszego, drugiego , trzeciego i kolejnego.  Podobno najzdrowiej mieć trójkę, nie ma wtedy tego poczucia, że musi być na pół, bo tak najsprawiedliwiej. Dzieli się wtedy, na 0,3333 czyli idealnie po równo. Każdy ma tyle, ile jest w stanie przyjąć z tego twojego  100% które dajesz.

Jednak „ale” zawsze jakieś musi być. Bo więź sama się nie zaciśnie, ta już zaczęta, a nowa się sama nie zacznie.  Bo rodzicielstwo to bardzo trudna sztuka, takie drążenie kroplą skały. Szereg wyrzeczeń i poświęceń.  To bycie doskonałym strategiem, bycie zawsze dwa kroki przed. I posiadanie świadomość o konsekwencji każdego czynu. Żeby to wszystko działało trzeba podzielić czas . Na taki dla każdego z osobna, dla rodziny, jako całości, dla siebie, dla partnera.

I jak to zrobić…rozwiązanie jest proste. Bądź na 100% , w całości. Jeżeli jedno dziecko śpi baw się z drugim. Baw się całą sobą. Nie tak, po trochę. Trochę gary,  trochę telefon, fotka na fejsa, jednym okiem patrzysz i tylko „tak, tak” dziecku odpowiadasz. Tak więzi nie zbudujesz. A poświęcenie 20 minut dziecku, takiego tylko dla niego z pełnym zaangażowaniem, da mu więcej, niż dwie godziny „niby zabawy”, gdzie jesteś, a naprawdę Cię nie ma.

Ja mam z kolei problem z czasem dla siebie, co prawda wychodzę z domu, sama.  Choć raz w tygodniu, to ten czas dla siebie w domu, jakoś nigdy nie jest dla mnie nawet na 80%, ale pracuje nad tymJ Bo wiem, że jak o to nie zadbam to „ z mej głowy wyjdą najczarniejsze demony jakie tam mieszkają” cytując moją wspaniałą M.

W książce „Rodzicielstwo przez zabawę „ przytoczona jest sytuacja, w której, mama aby umocnić dzieci w przekonaniu, że kocha je najbardziej i żadnego nie zaniedbuje, wymyśliła zabawę w której napełnia dzieci swoją miłością do „pełna” tuląc, tak aby starczyło im na cały dzień. I My też z tego korzystamy. Do tego dołożyliśmy sobie pieśń : „ Kocham Cię tak samo cały czas!” I to działa. Jeśli boicie się drugiego dziecka, w przekonaniu, że skrzywdzicie to pierwsze, to niepotrzebnie. Posiadanie rodzeństwa da mu więcej, niż Twój strach przed utratą relacji. Nie ma, czego się bać! J



A na koniec:
Jak to jest być podwójną mama, i jak sobie radzę pytacie. Dobrze. Ale wiecie najlepiej jest, gdy worek codzienności niesie się z partnerem. Nic wtedy nie wypada, nie jest za ciężkie. Tylko takie akurat.

źródło


  

czwartek, 13 listopada 2014

Dres, mam dres:)

Dres, mam dres:)
 JaMama!

Żarło, żarło i zdechło!
Tak można określić to, co się wydarzyło ostatnio, wszystko mieliśmy w miarę poukładane, jakoś się kręciło…aż do dnia, w którym dopadły nas choróbska. Po kolei padało na wszystkich. Nie żeby na raz katastrofa, a potem już tylko lepiej. Nie - to by było za łatwe. Najpierw Tola, potem Mąż, Ja i Lili. Narobiło nam się tyle zaległości, że babcia z odsieczą przybyła, trzy dni prasowała…
Więc zaczynamy od nowa. Pewnie jeszcze, nie raz będziemy musieli szukać, nowych początków.  Bo wszystko, co wydaje się już wyklarowane, ciągle trzeba modyfikować do potrzeb. Bo Tola już nie śpi, tyle co wcześniej, bo zaczyna jeść nowe rzeczy, bo Lili idzie do dzieci. Bo trzeba na nowo to wszystko łączyć w całość.  Więcej tłumaczyć, bo przyniosła z przedszkola: „ Oddawaj to ŚWINIO!” A Tola znów wyrwała jej garść włosów, a mąż zjadł obiad na dwa dni …
Tak właśnie mijają nam czas, szybko, intensywnie, zabawnie. A ja kolejny raz uświadomiłam sobie, że jak te wszystkie sznurki, które trzymam poluźnię, to to się plotą, nie idzie, stoi w miejscu a czasem się cofa. Wracam silniejsza, napinam linki i idziemy dalej. Tworzymy plan dnia by mieć miejsce na wszystko. Wiecie taki ramowy, z miejscem dla mamy, dla taty i na chwilę w samotności dla każdego z nas.
I muszę Wam zdradzić, że moje podejście do wielu spraw z perspektywy czasu, mocno się zmieniło. Już jako doświadczona matka, nie łkam w kącie, że to moja wina, że nabiła sobie guza, bo to ja jej dałam zbyt twardą grzechotkę. Przełączamy się w tryby „dziadki”, ”goście”, ”jesień” potem wracamy na swoje tory. Takie podejście z dowcipu o dresiarzu mam do wielu spraw. Znacie to?
"Siedzi na ławce dresiarz ze swoją dziewczyną, patrzy na nią i nagle ...pizd jej w twarz z całej siły. Dziewczyna wywaliła się upadła na chodnik. Po chwili wstaje cała zalana krwią i pyta się chłopaka:
- Misiu, dlaczego mnie uderzyłeś?
Gość westchnął popatrzył na nią...
- Je..łem , to je..łem, na ch*j drążysz temat!"
Stało się, po co drążyć temat. Trzeb szukać rozwiązań i iść dalej. I tym pięknym akcentem zakończę.
Pozdrawiam! 

     

środa, 22 października 2014

Gadżety Mamy Marty cz. IV

Gadżety Mamy Marty cz. IV
Szumiś

Tak usypiamy Tole dźwiękiem suszarki. Nie zawsze - ale często. W aucie, jak już nie może zasnąć, a widać,  że bardzo potrzebuje. Jak ją siostra wybudzi. Szum ją wycisza. I zasypia. Na początku używaliśmy zwyklej suszarki, potem byliśmy cwaniaki, co aplikacje na telefon pościągały. Tylko telefon zaczął interesować Tolę, no i żywotność telefonu, przy działaniu głośnika to jeden dzień i telefon nie jest Twój - a dziecka. Więc gdy trafiłam na stronę www.szumisie.pl to podskoczyłam z radości. Byłam tak podekscytowana, uradowana. W końcu telefon będzie mój, a obok mojego dziecka nie będzie komórki tylko miś.  No rozwiązanie genialne. Mąż na mój entuzjazm przystał i zakupiliśmy Szumisia do zadań specjalnych. Tak oto przedstawiam Wam mili Państwo 

SZUMISIA!  
źródło


Kim jest Szumiś?

Krótko i celnie : Szumiś to maskotka z niebywałym rozumkiem. Jego rozumek to urządzenie, które wydaje dźwięk suszarki! Tadam! Jakie to proste, nie? J Za jego powstanie odpowiadają trzy mamy, które wyszły naprzeciw tym, które usypiają swe dzieci szumem. Ja w ich grupę docelową wpasowuje się idealnie. Nie dość, że dostaje misia, to on szumi i jeszcze jest w całości wyprodukowany w naszym kraju! Bomba ! J 
No biorę jak nic!


Szumiś spodobał się Lili i Toli od razu. Mnie trochę mniej. Ale o tym zaraz. Szumiś ma długie łapy z magnesami, które ułatwiają przyczepienie go w dowolnym miejscu. Ma regulowaną głośność szumienia. Co jest bardzo ważne, gdyż na dworze potrzebujemy się przebić przez gwar otoczenia, a w domu  delikatnego dźwięku. Jest wykonany z przyjemnego w dotyku materiału w odcieniu szarości. A wewnętrzna strona łap, jest kolorowa i szeleszcząca…no właśnie szeleszcząca. 

I tu zacznę swoje ale:

- materiał kolorowy, szczególnie łapa różowa jest zbyt delikatny. Już drugiego dnia zaciągną się od rzepu, który zamyka kieszeń na urządzenie szumiące w głowie.

- kieszeń zamykana jest na rzep, co sprawia, że Lili rozbroiła go w trzy sekundy. Wydaje mi się, że bezpieczny zamek byłby dużo lepszy

- sam wygląd misia nie powala. Właściwie ze złożonymi łapami wygląda jak suszarkaJ Ale podobno inspirowany jest rysunkami dzieci.

- Jest stosunkowo duży, wydaje mi się, że chyba za duży

- szeleszczące łapy wydają się być przekombinowane. Bo jak ma to być miś do usypiania, to ten szelest jest zbędny. A nawet przeszkadza. Zdarzyło się, że wybudził Tolę, kiedy chciałam go zabrać, a załapałam, za łapkę a nie głowę. Trochę mamy przekombinowały. Powinien być jak dla mnie przytulakiem, a nie przytulakiem i sensorkiem.  Wiecie w myśl, że jak coś jest do wszystkiego, to staje się do niczego. A jak już dziecko go pokocha to będzie z nim na długo, nawet jak wyjmiemy rozumek. 
Za dużo funkcji jak na jednego misia

-    detale wykonania, niestety nasz Szumiś nie był wykonany na tyle starannie, na ile liczyłam. To są szczegóły i detale, ale przy cenie 120zł za pluszaka z szumem liczę na perfekcjonizm . Wiem, że skoro są trzy mamy i podwykonawcy, i każdy ma zarobić, to cena musi być wysoka, szczególnie przy tak wąskiej grupie docelowej. Dlatego właśnie powinien być starannie wykonany. I cena powinna iść w parze z jakością.  Więc cena jest tu minusem. 60zł wydaje mi się ceną, którą, za tego misia dałabym, bez wahania. 120 zł…zdecydowanie za dużo

- ulotka do Szumisia zawiera informację, że jest to zabawka nieodpowiednia dla dzieci poniżej 36msc! Pewnie jest to oszczędność kosztów, nie znam się na tym, ale na pewno musiałby przejść szereg kosztownych testów by była tam inna informacja. Ale powiedzmy szczerze, kto potrzebuje dla 3 latka szumu suszarki? Ja mocno ignoruje oznaczenia, od kiedy, jaka zabawka. Ale są tacy co dni odliczają…więc może warto pomyśleć nad tymi badaniami

- co do czyszczenia jest informacja, że wilgotną szmatką. Tylko jak pozbyć się zapachu ulanego mleka…no tak 36 msc-czniaki nie ulewają. W sumie trzyma się kupy - nie pomyślałam wcześniejJ

Ale czy ten miś w ogóle działa?

Działa i to bardzo dobrze. Trochę żałuję, że nie poszukałam mocniej i bardziej. Bo może nabycie samego urządzenia byłoby tak samo efektywne. Ale był to zakup z wielką nadzieją i ogromnym entuzjazmem.  

Teraz pytanie czy ja go właściwie polecam?

Tak. Ma wiele niedociągnięć moim zdaniem. Ale to tylko znaczy, że jest, nad czym popracować. Może jakaś tańsza wersja kwiatka, serduszka szumiącego byłaby dobra alternatywą. Mamy miały świetny pomysł, gratuluję realizacji i biję brawa. Dla mnie zmiana kilku szczegółów byłaby bardzo istotna. Wtedy z czystym sumieniem powiedziałabym, że powinien zając obowiązkowe miejsce na liście wyprawkowej dziecka. A teraz polecam, tak zwyczajnie, jako fajny i dość ekskluzywny gadżet ułatwiający życie.

  
detale..

Tola go bardzo lubi:)



   


Copyright © 2016 kotmania.pl , Blogger